O autorze
„Mama na huśtawce” to blog pisany przez trzy kobiety – Gabrielę, Paulinę i Karolinę, które są pracującymi matkami, współwłaścicielkami Femmeritum i Wyspy Dzieci. Gabrysia ma troje dorosłych dzieci, jest też babcią i socjoterapeutką w zakładzie poprawczym. Paula wychowuje dwójkę swoich maluchów i próbuje połączyć aktywne życie rodzinne z pracą we własnej firmie, jej pasją jest coaching. Karolina ma trzy córeczki (najmłodsza z nich rozwija się z opóźnieniem i choruje na padaczkę), pracuje zawodowo oraz prowadzi społecznie Fundację Stefanka działającą przy szkole podstawowej na Saskiej Kępie.
Gabriela, Paulina i Karolina, mamy na życiowej huśtawce, będą opisywać na tym blogu różne aspekty swojego życia.

Wakacyjne spostrzeżenia. Tatusiowie górą!

Jako babcia pojechałam ze swoimi wnuczkami w góry. Niewysokie, bezpieczne, przytulne! Tak aby się nie zmęczyć ale mieć możliwość podziwiania widoków. Było fantastycznie! Moje dwie wnusie stosownie do swojego wieku zajmowały moją uwagę. Starsza dziewięciolatka po śniadaniu ginęła w przestrzeni wraz z nowo poznanymi koleżankami. Wieczorem przypominała mi o swoim istnieniu żądając ode mnie nowej opowieści, bajki lub historii.

Babcia na urlopie !
Jako babcia pojechałam ze swoimi wnuczkami w góry. Niewysokie, bezpieczne, przytulne! Tak aby się nie zmęczyć ale mieć możliwość podziwiania widoków. Było fantastycznie! Moje dwie wnusie stosownie do swojego wieku zajmowały moją uwagę. Starsza dziewięciolatka po śniadaniu ginęła w przestrzeni wraz z nowo poznanymi koleżankami.

Wieczorem przypominała mi o swoim istnieniu żądając ode mnie nowej opowieści, bajki lub historii. Przez cały dzień poszukiwałam motywu do opowiadania, bez trudu znajdowałam coś na kanwie czegoś budowałam fabułę wieczornej opowieści. Najbardziej bawiło mnie to, że wszystkiemu co wymyśliłam nadawałam znaczenie faktów. Rozumiałam więc mowę zwierząt, latałam na skrzydle orła, przenosiłam się w czasie, od czasu do czasu byłam emocją mieszkającą w głowie mojego bohatera ( pomysł zaczerpnęłam z filmu „ To nie mieści się w głowie” ) Moja Ala wierzyła we wszystkie moje moce. Ja poniekąd również!

Młodsza wnusia wymagała ode mnie ciągłej uwagi. Czterolatka poznawała świat sama przemieszczając się niby powoli ale … przy odrobinie mojej nieuwagi ginęła szybko z oczu. Tak jak z żółwiem. Zawsze mnie to dziwiło , że wolno chodzi ale jak uwolni się z uwięzi szybko ginie. Cały dzień byłam skoncentrowana na niej. To było mocno męczące. Mimo to mogłam poczynić obserwacje młodych rodziców. Cóż więc zobaczyłam? Tym właśnie chcę się z wami podzielić!


Tatuś na urlopie!
Na pięć rodzin, pełnych z małymi dziećmi, przypadkowo spotkanych w pewnym gospodarstwie agroturystycznym w górach, w czterech tatusiowie byli najbardziej zajęci dziećmi. Bawili się, spełniali oczekiwania swoim żon, partnerek a na pewno matek owych dzieci, pakowali samochód , sadzali dzieci do samochodów, karmili na stołówce, wysadzali, interweniowali wychowawczo, gdy zaszła taka potrzeba. Mamy natomiast leżąc na kocu lub leżaku oddawały się nadrabianiu zaległości w czytaniu. Od czasu do czasu kontrolowały sytuację, z rzadka zabierając głos. Nie wiem jak układają sobie życie poza czasem wakacji ale na pewno mogę stwierdzić, że teraz ojcowie byli dominujący i najważniejsi dla swoich dzieci. A na dodatek uśmiechnięci, kontaktowi, mili, a nawet uczynni wobec babć, które tymczasowo sprawowały opiekę nad swoimi wnuczętami. Kobiety – matki natomiast naburmuszone, niezadowolone, miny pełne pretensji, bez atencji ani wobec swoich dzieci ani wobec swoich partnerów.

Jeden z feministycznych postulatów spełniony!
Obserwując rodziców miałam wiele w sobie sprzecznych emocji. Ogólnie rzecz biorąc nie podobało mi się to, co widziałam ale nie wiem , co konkretnie budziło we mnie sprzeciw. Prawdopodobnie odczuwany dyskomfort związany był z tym, iż uważam się za feministkę, osobę niezależną a nie mogłam w obserwowanych sytuacjach znaleźć potwierdzenia dla swoich poglądów, ze panowie nie biorą udziału w kreowaniu dobrych relacji z dziećmi. Cieszyło mnie, że ojcowie bawili się z dziećmi, ciepło odnosili się do nich, bez zarzutu interweniowali wychowawczo. Zaniepokojenie budziła natomiast postawa matek. Trzeba jednak przyznać, że nie słychać było krzyku, zniecierpliwienia w głosach obydwojga rodziców, co było do niedawna powszechnym sposobem komunikowania się z dziećmi. Nie było szarpania, karania a i dzieci wyraźnie spokojne, zrównoważone choć ruchliwe.

Pokoleniowa zmiana ról a emocje matek takie same!
Co raz częściej można zauważyć, iż ojcowie biorą aktywny udział w wychowaniu swoich pociech. Nie wstydzą się swojej roli, nie obawiają się zaszufladkowania ich do „pantoflarzy”. Mam jednak wrażenie, że zmiana ta nie cieszy młodych kobiet. Czyżby nie o to im chodziło w walce o równouprawnienie? A może niezależnie od sytuacji , czy kobieta pracuje na dwa etaty : zawodowo i w domu , czy też pracuje zawodowo a obowiązki rodzicielsko-domowe dzieli z partnerem, etap wychowywania małych dzieci frustruje je, męczy, rozczarowuje. Nie mogę sobie przypomnieć jak to było w moim życiu. Ale pamiętam, że w tym czasie towarzyszyło mi znużenie.
Trwa ładowanie komentarzy...