O autorze
„Mama na huśtawce” to blog pisany przez trzy kobiety – Gabrielę, Paulinę i Karolinę, które są pracującymi matkami, współwłaścicielkami Femmeritum i Wyspy Dzieci. Gabrysia ma troje dorosłych dzieci, jest też babcią i socjoterapeutką w zakładzie poprawczym. Paula wychowuje dwójkę swoich maluchów i próbuje połączyć aktywne życie rodzinne z pracą we własnej firmie, jej pasją jest coaching. Karolina ma trzy córeczki (najmłodsza z nich rozwija się z opóźnieniem i choruje na padaczkę), pracuje zawodowo oraz prowadzi społecznie Fundację Stefanka działającą przy szkole podstawowej na Saskiej Kępie.
Gabriela, Paulina i Karolina, mamy na życiowej huśtawce, będą opisywać na tym blogu różne aspekty swojego życia.

Rzecz o prezencie na komunię, oczekiwaniach, złości i miłości.

Tak! Ja też padłam ofiarą prezentu komunijnego w postaci pieska. Była to niezwykła okazja do zmierzenia się z różnymi ciekawymi emocjami.

Aries Ynys Afallon vel Goofy jest z nami od 1 maja. Oczywiście aby zdążyć przed uroczystym dniem w białej sukience.

A wszystko zaczęło się tak…

Poszukiwanie hodowli z pieskiem, który odpowiadać będzie założonym wymaganiom – piesek rodzinny, przyjacielski, lubiący dzieci czytaj: cierpliwy w stosunku do dziecięcych zabaw i szaleństw, energiczny - dla tych co prowadzą aktywny tryb życia, raczej z tych mniejszych aby jego ciężar nie przyczynił się do nieszczęśliwych wypadków podczas zabawy lub oznak radości i tak dalej i tak dalej… trochę to trwało bo i wymagań sporo.

Jest! Znaleźliśmy! Telefon, Rezerwacja, zaliczka i …oczekiwanie. Prawie jak na poród.

Teraz jak patrzę wstecz to raczej ja szykowałam się na ten poród a nie obdarowywana. Może nie ma się czemu dziwić – przecież ma dopiero 9 lat. Trochę wcześnie na posiadanie dziecka a i instynkty macierzyńskie raczej jeszcze nie rozwinięte.

No i zaczęło się – obserwowanie postów na facebooku, zdjęcia, filmiki no i wielkie odliczanie.
Już sobie wizualizowałam jak to będzie cudownie mieć towarzysza do biegania, kompana do podróży i spacerów na wsi. Kumpla od serca.

Tylko czemu już wtedy nie zauważyłam, że to JA tak mam i to tylko JA? Chyba wmawiałam sobie, że piesek jest dla mojej córki bo przecież kilka razy wspomniała, że bardzo by go chciała mieć.

Coraz częściej uświadamiam sobie jak wielkie mamy oczekiwanie aby nasze dzieci były „JAKIEŚ” – zgodnie z tym co sobie na ten temat wyobrazimy. Za czasów mojego dzieciństwa marzenie o czymś było niezwykle intensywne bo i czas oczekiwania na jego spełnienie albo może lepiej – nadzieja na jego spełnienie była niewielka. Jak już coś dostaliśmy lub uzbieraliśmy odpowiednią liczbę pieniędzy aby sobie TO kupić to było to coś wielkiego, wydarzenie dnia, wielkie HURRA! Radość i łzy w oczach dosłownie. … Nie pamiętam czy kiedyś widziałam TO COŚ w oczach mojej córki.



No i właśnie takie emocje towarzyszyły mi przez pierwszy tydzień od chwili pojawienia się pieska w domu. Najpierw oczekiwanie i radość, obserwowanie no a potem złość.

Niesamowite jak szybko wpadamy w złość – jak szybko ta emocja nakłada nam klapki na oczy. Moje klapki wypełniały się negatywnymi ocenami a co za tym idzie negatywnym zachowaniem w stosunku do jednej z najważniejszych dla mnie osób. I po co? Co takiego najgorszego się stało, że nie zakochała się w piesku tak bardzo jak ja tego oczekiwałam? A przynajmniej tak mi się wydawało.


Właśnie z oczekiwań w stosunku do innych osób zbudowany jest nasz Świat.Bardzo chętnie wielbimy wyobrażenie jakiejś osoby, a nie samą osobę? Czemu zamiast poznać tę osobę, na siłę chcemy ją wtłoczyć do naszego o niej wyobrażenia, wyobrażenia o jej zachowaniu w konkretnych sytuacjach? Czy przy tej wyobrażonej osobie będziemy czuć się najlepiej – czyli sama osoba tutaj nie jest ważna a ważne jest jak my się przy tym będziemy czuć. Strasznie to zakręcone ale prawdziwe.

Moja złość zdecydowanie wywołana była właśnie konkretnym obrazem tego jak zachowa się moja córka w chwili odbierania pieska.

Ta myśl pozwoliła mi spojrzeć inaczej na moją córkę. Teraz widzę już jak każdego dnia coraz bardziej zaprzyjaźnia się z Goofim, że jej dystans powodowany był obawą, że piesek ją ugryzie lub gwałtownie skoczy. Cieszę się, że udało mi się zdjąć klapki i dzięki świadomości naszych pierwotnych zachowań i emocji jakie z nich wynikają, nie skrzywdziłam jej swoim złym i niesprawiedliwym zachowaniem.

W kwestii wyobrażeń o ludziach dzisiaj już wiem, że lepiej żyć naprawdę! Po co sobie „tworzyć” dzieci, jeśli one są prawdziwe, są obok nas takie jakie są – wystarczy je zobaczyć. Wtedy możemy być pewni, że nie zawiedziemy się na nikim.
Jeśli ludzi bierzemy takimi, jacy są – to nie ma możliwości, żebyśmy się na nich zawiedli....... TAKIE PROSTE! A jednak często niedostępne…. 

Nagrodą dla mnie za cierpliwość były dzisiejsze słowa córki "Mamo on jest taki cudowny - kocham go!"

Tak czy inaczej polecam aby przed podjęciem decyzji o posiadaniu psa sprawdzić czy sami jesteście do tego przekonani i liczyć się z tym, że ostatecznie za zwierzaka odpowiedzialny będzie rodzic.
Bardzo poruszyła mnie kampania na ten temat. Daje do myślenia i pozwala pozbyć się ostatnich wątpliwości.



A na koniec krótkie opowiadanie właśnie o oczekiwaniach w stosunku do innych. Być może weźmiecie z niego coś dla siebie a wasze życie stanie się bogatsze.

Mały chłopczyk był bardzo nieszczęśliwy, widząc swego ulubionego żółwia, leżącego na grzbiecie koło stawu; był nieruchomy i martwy
Ojciec starał się go pocieszyć jak tylko umiał: „Nie płacz synku. Wyprawimy Panu Żółwiowi wspaniały pogrzeb. Zrobimy mu malutką trumienkę wyłożoną jedwabiem i poprosimy przedsiębiorcę pogrzebowego, żeby zrobił tabliczkę na grób, z wyrytym na niej nazwiskiem Pana Żółwia. Potem codziennie będziemy kładli na grobie świeże kwiaty, zrobimy też dookoła mały płot z palików.
Chłopczyk otarł oczy i rozentuzjazmowany zgodził się na propozycję taty. Gdy wszystko było gotowe, orszak został uformowany – tata, mama, służąca i główny żałobnik – dziecko – zaczęli uroczyście kroczyć w kierunku stawu, aby przynieść ciało. Ale żółw zniknął.
Nagle zauważyli Pana Żółwia wynurzającego się z głębi stawu i wesoło pluskającego się w wodzie. Chłopczyk spojrzał na swego małego przyjaciela z głębokim wyrzutem, a potem powiedział: „Zabijmy go”.
Tak naprawdę, to nie ty mnie obchodzisz, ale wzruszenie, którego doznaję kochając cię.


Paulina Janiak
Trwa ładowanie komentarzy...